Rączkom niemowlaka w buzi – stanowcze tak!

 W swojej praktyce logopedycznej często spotykam się z pytaniami rodziców najmłodszych z moich pacjentów, czyli dzieci kilkumiesięcznych, o to co zrobić, żeby maluszek przestał tak wkładać rączki do buzi. Najczęstsze obawy związane z tym odruchem to przekonanie o jego niekorzystnym wpływie na rozwój żuchwy: „oby tylko nie zaczął później ssać kciuka, bo córka koleżanki tak ssała i teraz nosi aparat, bo ma okropny zgryz, a to na pewno właśnie od tego się zaczęło” albo „bo potem mu tak zostanie i wiecznie te palce przy buzi będzie trzymał”. Matki karmiące z kolei często interpretują ssanie paluszków jako objaw głodu i od razu przystawiają dziecko do piersi. Nieraz rodzice boją się, że zacznie się od rączek, a potem dzieciak wszystko będzie brał do buzi, a to zarazki, tasiemce i kaplica jednym słowem. Raz też dowiedziałam się, że starsza córka jednej pani, siostra mojej pacjentki to do dziś obgryza paznokcie i może gdyby mama była sprytna i od początku zabierała te rączki z buzi, to by teraz problemu nie było. Ale zabieranie rączek od początku, by zdusić nawyk w zarodku, byłoby raczej trudne do wykonania, gdyż niemowlę robi to już w życiu płodowym – w brzuchu mamy. Tam interwencję z zewnątrz raczej trudno przeprowadzić… W każdym razie na pytanie: „Co robić, aby niemowlę nie pchało rączek do buzi?” odpowiadam – ależ absolutnie nic!

Czytaj dalej

Wyluzowani kontra nadgorliwi rodzice

Jeśli chodzi o podejście rodziców do rozwoju mowy u swoich dzieci, a tym samym bezpośrednio o podejście do logopedy i terapii logopedycznej, istnieją trzy typy rodziców. Pierwszy z nich, Bogu dzięki najliczniejszy, to Ci „normalni” 😉 rodzice, którzy trafiając do logopedy, czy to z powodu własnych niepokojów, czy skierowani przez lekarza, przyjmują do wiadomości diagnozę: jeśli martwili się niepotrzebnie, to dobrze – dziecko nie musi chodzić do logopedy, jeśli zaś obawy były uzasadnione i wykryto jakieś „logopedyczne zaburzenie”, to trzeba chodzić i ćwiczyć i nie ma na to rady.

Co ciekawsze, są jeszcze dwie skrajne w swoich poglądach kategorie rodziców, których nazywam Nadgorliwymi i Wyluzowanymi.

Czytaj dalej