Mów do mnie wyrazami dźwiękonaśladowczymi!

Wiele razy spotykałam się z opinią, że do małych dzieci, także tych, które dopiero zaczynają wypowiadać pierwsze słowa, należy mówić tylko całymi zdaniami. Używanie wyrazów dźwiękonaśladowczych zamiast całego słowa bywa kojarzone z niepotrzebnym upraszczaniem, zdrabnianiem czy nawet “ciećkaniem się”. A są to trzy różne rzeczy.
Często 2-latki pięknie posługujące się owymi wyrażeniami, ba, nawet potrafiące budować za ich pomocą proste zdania, posądzane są, że “jeszcze nie mówią” i nie rzadko z tego powodu kierowane są do logopedy. A tymczasem wyraz dźwiękonaśladowczy to, jak sama nazwa wskazuje, wyraz. Pełnoprawne słowo. I choć zwykle krótkie, to umniejszać mu z tego powodu nie należy!

Choć z grubsza chyba każdy wie, o czym mowa, na wszelki wypadek przypomnę, że wyraz dźwiękonaśladowczy to taki, który w swoim rdzeniu zawiera imitację dźwięków jak np. puk -puk, bzz, kwa-kwa, ku-ku. Inaczej mówiąc, jest to słowo stworzone na podstawie wrażenia słuchowego i mające je naśladować. Są nimi odgłosy zwierząt, przyrody, pojazdów, narzędzi, maszyn, bądź wykonywanych czynności, np. “szurać”. W mowie dziecka jeden wyraz może też pełnić funkcję różnych części mowy, np.: “Bam” nazywa hałas upadającej rzeczy, ale z powodzeniem może zastępować czasownik – wtedy “bam” znaczy, że coś upadło.
Dlaczego wyrazy dźwiękonaśladowcze odgrywają niezwykle ważną rolę w rozwoju mowy dziecka? Zacznijmy od tego, że są naturalną kontynuacją i rozwinięciem etapu gaworzenia, czyli powtarzania sylab. Stanowią okres przejściowy przed rozpoczęciem posługiwania się całymi wyrazami. Gdy nie nauczymy dziecka prostych zamienników dla trudnych słów, to w tym miejscu najprawdopodobniej powstanie luka. Dysonans pomiędzy tym, co dziecko rozumie, a tym, co umie powiedzieć będzie na tyle duży, że może pojawić się frustracja, która dodatkowo opóźni proces rozwoju mowy. Przykładowo, zamiast powiedzieć: “Chcę pograć na bębenku. Mamo podaj bębenek z półki”, maluszek może powiedzieć “daj bum-bum” i wskazać na półkę. Taki komunikat jest jasny, dziecko otrzymuję bębenek i jest szczęśliwe. Jeśli nie wie, że zamiast “bębenek” może powiedzieć “bum-bum”, a zna jedynie ten pierwszy wyraz, który jest jeszcze za trudny do wypowiedzenia, dzieciak pokazuje na półkę, krzyczy „eee!”, matka nie wie czego on chce i albo nie reaguje bo myśli, że marudzi, albo pokazuje wszystko po kolei czekając na przytaknięcie czy wyciągnięcie rąk. Zajmuje to więcej czasu, więcej nerwów dla maluszka, no i daje jasny, demotywujący sygnał: “Nie jestem rozumiany.”
Wyrazy dźwiękonaśladowcze stwarzają zatem jedną z pierwszych możliwości realnego językowego kontaktu dziecka z otoczeniem. Za ich pomocą można już przekazać określone treści i zostać zrozumianym, a więc podstawowa funkcja języka – komunikacyjna zostaje spełniona. To kamień milowy w nauce mówienia.

Onomatopeje są dla maluchów świetną motywacją do mówienia. Doskonale zastępują wyrazy zbyt trudne dla dziecka łatwiejszymi do wymówienia, przez co dziecko dość szybko odnosi swoje pierwsze komunikacyjne sukcesy. Sprawia to, że niemowlę coraz chętniej „bawi się” dźwiękami mowy i podejmuje próby przekazania swoich spostrzeżeń i uczyć. Przykładowo, maluch, którego zabolała rączka, ale nie umiejący powiedzieć: “Mamo, boli mnie ręka”, może pokazać rączkę i powiedzieć “ała”, co wywoła oczekiwaną reakcję matki, czyli zainteresowanie, pocałowanie, pogłaskanie, pocieszenie. Dziecko, do którego nie mówiłoby się nigdy w tak uproszczony sposób i nie znałoby słowa “ała”, w takiej sytuacji prędzej zaczęłoby płakać, a połączenie dyskomfortu z poczuciem niezrozumienia tylko wydłużyłoby okazywanie żalu.

Ponadto wyrazy dźwiękonaśladowcze świetnie ćwiczą aparat mowy.  Nie tylko sprawność artykulacyjną podczas wymawiania poszczególnych głosek czy koordynację narządów mowy (ciągi sylabowe świetnie spełniają tą rolę), ale również fonację i oddychanie – zwłaszcza gdy wydajemy długie dźwięki, np. odgłosy alarmowe “eo-eo-eo” / “io-io-io albo syczenie węża “ssss….”.

Wyrazy dźwiękonaśladowcze również doskonale kształtują i rozwijają słuch fonematyczny, czyli zdolność słuchowego różnicowania podobnych dźwięków mowy. Np. ‘gul- gul” to odgłos przełykania płynu, a “kul – kul” to odgłos kulania, toczenia piłki po podłodze, albo “siiiuu” to odgłos siusiania, a “ziuuu” to odgłos wzbijania się w powietrze lub latania. Takich przykładów możnaby znaleźć mnóstwo. Bez takiego treningu maluch mógłby mieć trudność w odróżnianiu od siebie wyrazów, które choć znaczą zupełnie co innego, a w brzmieniu różnią się od siebie tylko jednym dźwiękiem. np. “paw” (ptak) i “baw” (polecenie rozpoczęcia zabawy), albo “kura”, “kula”, “góra”, “gula”. Dla dorosłego z dobrych słuchem to nie problem, poza tym, nawet jeśli nie usłyszymy dokładnie, to kontekst podpowie nam, o które słowo może chodzić rozmówcy, jednak dla dziecka, które dopiero uczy się mowy, nie jest to już tak oczywiste.

Co jeszcze? Wyrazy dźwiękonaśladowcze wspaniale rozwijają słownictwo! Tak, tak! Jeśli myślicie, że upraszczanie wyrazów i sprowadzanie ich do samych sylab zubaża słownik dziecka, albo powoduje jego ograniczenie, zahamowanie czy poprzestanie dziecka tylko na uproszczonych zwrotach, to grubo się mylicie. To działa tak, że przez pewien czas funkcjonują formy uproszczone, aż stopniowo zostają wyparte przez wyrazy słownikowe. Najpierw np. bicie zegara będzie oznaczać samo “ba”, które przekształci się w “bam”,  potem pojawi się “bim – bam”, albo “tik – tak”, aż wreszcie dziecko powie “zegar bije”.  Oczywiście w znaczeniu „dzwoni. Nie popieramy przemocy zegarowej! 😉 Oczywiście od samego początku dziecko rozumie słowo “zegar”, bo przecież dorośli w jego otoczeniu posługują się właśnie tą formą, po prostu samo nazywa go nieco inaczej. Wyrazy dźwiękonaśladowcze podkreślają znaczenie wyrazu słownikowego. Są jakby dodatkową nazwą tej rzeczy, “Hau – hau” to pies, bo pies robi “hau – hau”. Dziecko na początku odpowie “hau” zarówno na pytanie “kto to?” jak i na pytanie “jak robi pies?” Oznacza to więc, że rozumie oba wyrazy, a po prostu posługuje się formą dostępną na jego możliwości.

Onomatopeje to nie tylko obowiązkowy etap dla dzieci, których mowa rozwija się prawidłowo, ale również podstawa do rozwijania mowy u dzieci, u których jej rozwój jest zakłócony lub opóźniony. Wykorzystując wyrazy dźwiękonaśladowcze w nauce mowy, warto zaczynać od tych, których budowa jest dla dziecka dostępna, czyli od konstrukcji bazujących na głoskach, które dziecko potrafi wymawiać, a dopiero stopniowo przechodzić do trudniejszych. Na pewno najłatwiejszymi do przyswojenia są konstrukcje, które składają się z przedłużonej samogłoski, czyli np.; “uu”, “eeee”  “iiii”, następnie z połączenia spółgłoski i samogłoski, np. am, siu, pa, da. Zaraz potem sylaby zduplikowane: am-am, pa-pa, da-da, tu- tu, ka- ka, co umożliwia przyswajanie trudniejszych konstrukcji dwusylabowych, złożonych z różnych sylab, np. “papu”, “memo” oraz takich, w których pojawia się więcej niż jedna spółgłoska, np. “ma-pa” albo sylaba zamknięta, czyli zakończona spółgłoską, np. “puk”. Zwiększając stopniowo trudność w dobieraniu wyrazów dźwiękonaśladowczych dochodzi się do momentu, gdy dziecko jest w stanie opanować już pełne wyrazy słownikowe.

Podsumowując wyrazy dźwiękonaśladowcze są pierwszymi, naturalnymi słowami dziecka, powiązanymi z określonym znaczeniem. Używanie ich przez dziecko pod koniec pierwszego roku życia i w drugim roku życia jest prawidłowym i dobrze rokującym przejawem rozwoju mowy. Dotyczy to zarówno używania wyrażeń zaproponowanych przez dorosłych, jak i wymyślania przez dziecko nowych, własnych nazw dla trudnych wyrazów.

Jeśli więc, drodzy rodzice i opiekunowie, w czasie wspólnych zabaw, nie tylko językowych, otaczacie Waszego jeszcze nie mówiącego szkraba prostymi, krótkimi sylabami pełniącymi rolę onomatopei, to róbcie tak dalej, jeśli zaś nie, to nadróbcie to niezwłocznie! W końcu najważniejszą funkcją języka jest to, aby się porozumieć. Gdy dziecko czuje, że jest rozumiane, że to, co mówi ma moc sprawczą, wtedy chętniej uczy się nowych wyrazów, chętniej podejmuje inicjatywę w mówieniu, chętniej uczestniczy w werbalnym kontakcie i rozpoczyna kontakt słowny.
Nie martwcie się, że maluchowi tak zostanie, że nauczycie go mowy infantylnej. Jak będzie gotowy, to wyrazy słownikowe pojawią się. A na pewno stanie się to szybciej, kiedy będzie trenować wcześniej z wyrazami dźwiękonaśladowczymi.

Może Ci się również spodobać

3 komentarze

  1. Dziękuję za ten artykuł! Powinien być drukowany we wszystkich gazetach, by wreszcie wszyscy dorośli dowiedzieli się, że można mówić do maluchów bezkarnie ciuchcia zamiast pociąg i nie poprawiali innych, którzy mówią dziecięcym językiem. Nie mogę się doczekać, aż wykorzystam tę wiedzę osobiście 🙂

  2. Czy może Pani napisać, jakiej firmy są obrazki ze zwierzątkami na zdjęciu? Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.