Niemowlę i książka – sztuka czytania małym dzieciom

Nauka mowy i wiedzy o świecie, to nie tylko codzienne sytuacje i rozmowy, ale też wspólne czytanie bajek. Jako logopeda, muszę przyznać, że istnieją ogromne różnice w zakresie słownictwa między maluchami w tej samej grupie wiekowej. I o ile u 2 – 3 latków można by powiedzieć, że to normalne, bo jedne dzieci zaczynają mówić później, a inne wcześniej, to w pewnym momencie te rozbieżności powinny się wyrównywać. Ale umiejętności językowe nie rozwijają się same z siebie i nie są dane w pakiecie razem z dzieckiem. Zanim niemowlę nauczy się mówić musi się dobrze osłuchać z językiem, w czym pomaga czytanie. To nie jest tak, że maluch, do którego się mało mówi, mało od niego wymaga, mało czyta, w pewnym momencie stwierdzi: “Dobra, stuknęły mi 3 lata, to chyba już czas, żeby coś pogadać”. Według badań, dzieci, które nie miały od samego początku doświadczeń czytelniczych, później mówią, mają uboższy język, a nawet potrzebują w późniejszym czasie więcej czasu by osiągnąć skupienie i skoncentrować się przy zadaniach stolikowych.

Nawet nie wyobrażacie sobie, jak często spotykałam się z odpowiedzią rodziców moich pacjentów: ‘Nie czytamy, bo on/ona nie lubi”, “sam zamyka po chwili książkę”, albo “w ogóle nie jest tym zainteresowany”. Pragnę Wam powiedzieć, że tego, jak zresztą większości rzeczy, trzeba dziecko nauczyć od tzw. małego. Pewnie, że jeśli z pierwszą książką usiądziemy kiedy maluch będzie miał rok, albo jeszcze więcej, to może wydać mu się to nudne. Albo jeśli będziemy to robić rzadko i nie przyzwyczaimy szkraba, że to często powtarzająca się forma spędzania czasu w ciągu dnia. Argument, że mamy żywe srebro, które nie usiedzi w miejscu, nie jest żadnym wytłumaczeniem. To do nas, rodziców, należy powinność zaciekawienia malucha książką i stworzenia możliwości do zaakceptowania ich jako codziennego rytuału, a z czasem polubienia i samodzielnego sięgania po tą formę rozrywki.  A naprawdę warto czytać już niemowlętom i bardzo małym dzieciom. To nie tylko rozwija umiejętności językowe, ale także pomaga kształtować i doskonalić słuch fonematyczny (zdolność różnicowania podobnych głosek), uczy koncentracji uwagi, spostrzegawczości oraz rozwija wyobraźnię, a nawet stanowi niezłe ćwiczenie motoryki małej i sprawności manualnej – nie mam na myśli tylko przerzucania stron, ale różne możliwości jakie dają książki interaktywne. Poniżej kilka zasad czytania bajek z najmłodszymi.

  • Czytamy codziennie od pierwszych miesięcy (zaczynając od książeczek kontrastowych).
  • wybieramy książki ze sztywnymi stronami, z małą ilością tekstu lub nawet bez tekstu pisanego, bo maluchom często opowiadamy (nazywamy, pokazujemy, nie tylko czytamy w ścisłym znaczeniu tego słowa).
  • Wybieramy raczej proste, przejrzyste rysunki, tak aby na stronach nie działo się za dużo i aby tło nie odwracało uwagi od istoty.
  • czytamy ZAWSZE od lewej do prawej i przewracamy stronę dopiero wtedy kiedy już ją przeczytamy albo chociaż coś o niej powiemy / pokażemy. To my  w tym względzie dyktujemy warunki. Nie ma zgody, aby z niecierpliwości maluch przekartkowywał książkę w sekundę, albo abyśmy czytali od tyłu do przodu, bo tak akurat nasz mały dyktator ma ochotę. Nie! Jeśli robimy to wspólnie, to według zasad. Oczywiście, jeśli dziecko samo sięga po książkę i samo ją sobie przegląda, może to robić w dowolny sposób.
  • Mówimy powoli, jednak nie szczędząc ekspresji. Stosujemy zmiany natężenia i wysokości głosu ( w ekscytujących momentach można także przyspieszyć tempo i rytm czytania)
  • Przejaskrawiamy intonację. Pytania powinny być wyraźnie zaznaczone uniesieniem głosu. Przypuszczenia i wykrzyknienia też wyraźniej niż gdybyśmy czytali dorosłemu.
  • Jeśli maluch ma możliwość patrzenia na czytającego, a nie tylko w książkę, to dobrze wzbogacać czytanie o gesty i mimikę twarzy.
  • Czytając i nazywając, pokazujemy jednocześnie palcem obiekty / zjawiska, o których mówimy ORAZ upewniamy się przy tym, że dziecko podąża wzrokiem za naszym wskazaniem i rzeczywiście patrzy na to o czym my mówimy.
  • Wymawiamy wyraźnie nazwy przedmiotów, ludzi, emocji czy zwierząt. Samą nazwę dobrze jest dwukrotnie, a nawet wielokrotnie powtórzyć. Np: To jest kot. Kot pije mleko. Kot robi miał – miał.
  • Czytając, jak najczęściej wydajemy charakterystyczne dźwięki przypisane do opisywanych obiektów. Nawet, jeśli nie ma ich w tekście. Wyrazów dźwiękonaśladowczych powinno być zdecydowanie najwięcej! Jeśli w tekście czytamy dajmy na to: “ Adaś dostał nowy bębenek. Od razu zaczął na nim grać. Grał tak głośno, że aż kot podskoczył i uciekł. Mama zatykała uszy.” Można go przeczytać w ten sposób: “Ojej! Adaś dostał nowy bębenek! Bam – Bam. Od razu zaczął na nim grać. Bam – Bam. Grał tak głośno, że aż kot, miał – miał, podskoczył hop! i uciekł – ziuuu! Mama zatykała uszy – aaaał, aaała. Ale hałas”.
  • Ucząc słownictwa na podstawie książek nie poprzestajemy na samych rzeczownikach! Stosujemy również nazwy czynności, czyli czasowniki. To jeden z częstszych błędów popełnianych przez rodziców. Dziecko słyszy wypowiedzi w stylu: “To jest dom. Tu jest kot. To jest pies. To jest dziewczynka. Tu jest lala” I tak można przelecieć całą książkę, pokazując i nazywając tylko rzeczy, zupełnie zapominając o czynnościach. Dużo lepiej jest tą samą ilustrację opowiedzieć w ten sposób: “ To jest dom. Kto jest w domu? Tu siedzi kot. Miał. Miał. Tu stoi dziewczynka. Dziewczynka się śmieje. Ha – ha. Dziewczynka trzyma lalę. To lala.”
  • Zdania muszą być proste! Nie zasypujemy malucha długimi wywodami przypominającymi dysputy filozoficzne. Nie rozprawiamy zbyt długo nad jedną stroną i nie rozdrabniamy wszystkiego na czynniki pierwsze. Wtedy najprawdopodobniej dziecko nic z tego nie zrozumie, nawet jeśli karnie siedzi i słucha. I to właśnie dlatego można pomijać czytanie tekstu, jeśli jest dłuższy niż kilka prostych zdań lub czytać w takim wypadku wybiórczo. Po prostu aby maluch mógł połączyć słowa z tym co widzi na ilustracji, słów nie może być za dużo.
  • Podczas wspólnego czytania zadawajmy pytania. To wzbudza ciekawość dziecka. Nie szkodzi, że sami na nie odpowiadamy.
  • Po zadaniu pytania dajemy chwilkę czasu na zastanowienie, zdziwienie, na jakąś aktywność malucha. Jeśli dziecko jest jeszcze za małe, lub z innego powodu nie udziela odpowiedzi, nawet gestem, odpowiadamy sami. Nigdy nie pozostawiamy pytania bez odpowiedzi.
  • Zachęcamy do pokazywania, pytając: “Gdzie jest..? Na początku pokazujemy sami, lub kierując paluszkiem dziecka. Taka metoda szybko się sprawdza i maluchy z czasem same zaczynają pokazywać.
  • Zachęcamy dziecko do wydawania dźwięków w oparciu o czytany tekst i prezentowaną ilustrację, pytając np. “Jak robi sowa?” lub samodzielnie naśladując różne odgłosy, ale unikamy nakazywania: “Zrób, powtórz, powiedz! ” Zwłaszcza jeśli wielokrotna zachęta nie pomaga. Na pewno nie można do tego maluchów zmuszać. Jeśli dziecko nie powtarza w fajnej zabawie, to widocznie określony dźwięk jest za trudny i nie wie jak go wytworzyć.
  • W  przypadku NIEMOWLĄT, które przecież dopiero uczą się mówić i rozumieć, nie trzeba stawiać w przypadku książek na ilość! Jedną książkę warto (czywiście w odstępach czasowych) przerobić nawet kilkadziesiąt razy. Wcale nie jest dobrze, kiedy codziennie prezentujemy nowe treści. Maluchy lubią lektury, które dobrze już znają i to właśnie przy nich chętniej współpracują.
  • Warto jest posiadać książeczki tzw. interaktywne, czyli takie, które można aktywnie “czytać”. W jednych za dotknięciem paluszka wysuwa się jakiś obrazek, w innych po przyciśnięciu słuchać dźwięk, a w jeszcze innych można poprzez dotyk poczuć różne faktury i struktury.

Pamiętajcie, że czytanie musi się kojarzyć z przyjemnością.  Nie można dziecka zmusić do tego, jeśli akurat nie ma na to ochoty, bo to nie przyniesie zamierzonego efektu. Wspólny czas z książką to radosny czas! A Wy drodzy rodzice czytajcie z przekonaniem, bo jeśli Was nudzi dziecięca książka, to Waszej pociechy też nie zainteresuje. Wszystkim małym czytelnikom i ich rodzicom życzymy wielu wspaniałych chwil nad książką.

Może Ci się również spodobać

5 komentarzy

  1. Kurcze, dobre rady! O kilku rzeczach nie wiedziałam, np. o tym czytaniu od lewej do prawej. To ma sens! Wcześniej pozwalałam synkowi szastać stronami jak chciał. I będę lepiej dobierać książki. Wydawało mi się, że czytamy dużo, ale codziennie to nie. A ile czasu ma zajmować czytanie?

    1. Dziękuję 🙂
      Myślę, że 20 minut czytania dziennie można by przyjąć za minimum. Nie musi to być oczywiście ciągiem – jeśli dziecko najlepiej skupia się nad książką tylko kilka minut, to warto wracać do tej zabawy kilkukrotnie w ciągu dnia.

  2. Ja sama kocham książki i od 1 miesiąca czytam synkowi. Chętnie słucha sam podaje książeczki. Spędzamy w ten sposób minimum godzinę dziennie. Ale ma już rok i 5 miesięcy i nie mówi nawet mama. Wydaje jakieś dźwięki ale nie są nawet podobne do sylaby czy wyrazów dzwiekonasladowczych. Także u nas czytanie nie przekłada się na szybszy rozwój mowy.

  3. A do jakiego wieku 'normalne’ jest że dziecku nie przeszkadza oglądanie książeczek do góry nogami? Córka ma 1,5 roku i często jeśli otworzy książkę do góry nogami to w ten sposób ją ogląda, jakby nie widziała różnicy. Kiedy to powinno martwić?

    1. To zależy czy są to książki z kolorowymi, szczegółowymi obrazkami, na których bardzo dużo się dzieje. W takich, maluch może przyglądać się po prostu kolorom, dziwnym kształtom, a mniej zwracać uwagę na całość. Jeśli jednak ogląda do góry nogami książki z prostymi ilustracjami, np. postaciami, to jest to rzeczywiście dość nietypowe. Trudno mi jednak z perspektywy neurologopedy odpowiedzieć czy to nieprawidłowe czy raczej neutralne zjawisko, samo przemijające z czasem. Jeśli dziecko całościowo (społecznie, poznawczo, ruchowo i zakresie mowy) rozwija się prawidłowo, to bym się tym nie przejmowała. Wspólne czytanie odbywa się prawidłowo, zatem wzorzec jest. Jeśli to Panią mocno niepokoi można poradzić się lekarza prowadzącego. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.