Wyluzowani kontra nadgorliwi rodzice

Jeśli chodzi o podejście rodziców do rozwoju mowy u swoich dzieci, a tym samym bezpośrednio o podejście do logopedy i terapii logopedycznej, istnieją trzy typy rodziców. Pierwszy z nich, Bogu dzięki najliczniejszy, to Ci „normalni” 😉 rodzice, którzy trafiając do logopedy, czy to z powodu własnych niepokojów, czy skierowani przez lekarza, przyjmują do wiadomości diagnozę: jeśli martwili się niepotrzebnie, to dobrze – dziecko nie musi chodzić do logopedy, jeśli zaś obawy były uzasadnione i wykryto jakieś „logopedyczne zaburzenie”, to trzeba chodzić i ćwiczyć i nie ma na to rady.

Co ciekawsze, są jeszcze dwie skrajne w swoich poglądach kategorie rodziców, których nazywam Nadgorliwymi i Wyluzowanymi.

Czytaj dalej

Osiągnięcia rozwojowe po pierwszym miesiącu życia

Narodziny dziecka są chyba największym wydarzeniem w życiu dorosłego człowieka, a dla dwojga kochających się ludzi spełnieniem marzeń i kwitesencją ich miłości. I niezależnie od tego, czy pojawienie się maleństwa na świecie poprzedzone było długimi staraniami i przygotowaniami, czy była to ” wpadka”, zawsze jest to mieszanka oczywiście szczęścia, czułości i bezwarunkowej miłości, ale też poczucia ogromu odpowiedzialności i troski – czy na pewno sobie poradzimy jako opiekunowie i czy maluszek będzie rósł zdrowo i prawidłowo się rozwijał. Świeżo upieczeni rodzice zwykle bacznie kontrolują, czy maluch osiąga pewne „kamienie milowe” w rozwoju. Wyczekiwaniu na pierwsze małe i wielkie postępy towarzyszy euforia i duma, kiedy spostrzeże się u maleństwa nową umiejętność, ale też często niepokój, jeśli wydaje nam się, że zmiany przebiegają za wolno, albo któreś z zachowań odbiega od normy.

Czytaj dalej

Oddychać też trzeba umieć!

Często mówimy, że coś jest proste jak oddychanie. Ale czy prawidłowe oddychanie rzeczywiście jest takie proste? Gdyby tak było, nie mielibyśmy tylu chrapaczy (pozdrawiam mojego kochanego męża), logopedzi, ortodonci mieliby mniej pracy, a nawet rzadziej chorowałoby się na infekcje górnych dróg oddechowych. Nie wierzycie? A jednak!

Czytaj dalej

Stymulacja mowy od brzucha strony

Będąc w ciąży bardzo często byłam pytana przez rodzinę i znajomych o to, czy mówię do brzucha, czy myślę, że maluszek słyszy o czym właśnie rozmawiamy i czy poznaje po głosie najbliższych. Podekscytowana prababcia przy każdym spotkaniu nawet nie tyle pytała, co wręcz nakazywała rozmawianie z brzuszkiem, bo „dzidzia wszystko słyszy i trzeba czule mówić”. Aż głupio mi było wtedy odpowiedzieć, że jeszcze nie prowadzę takich „poprzezskórnych” konwersacji, żeby nie wyjść na nadmiernie zdystansowaną albo wręcz nieczułą. Nakłaniana do rozmów z rozwijającym się małym człowiekiem w brzuchu byłam już od 12 tygodnia ciąży, bo wtedy zdecydowaliśmy się poinformować rodzinę, ale jestem pewna, że gdyby wesoła nowina dotarła do babć tuż po zrobieniu testu ciążowego i tak zostałoby mi polecone niezwłoczne rozmawianie z „fasolką”.

Część przyszłych rodziców powątpiewa w to, że na dziecko rozwijające się w brzuchu mogą w jakiś sposób oddziaływać dźwięki ze świata zewnętrznego, inni natomiast przypisują temu ogromne znaczenie, twierdząc, że np. czytając poezję na głos sprawią, że dziecko będzie miało w przyszłości szczególne zdolności humanistyczne i samo będzie lubiło czytać, albo słuchając muzyki, kształcą przyszłego wirtuoza. Niestety nie jest to do końca prawdą…

Czytaj dalej